18 maja 1944 r., o godz. 9:40 rano, Józef Bruliński, ułan z patrolu ppor. Kazimierza Gurbiela, zatknął na gruzach zdobytego klasztoru benedyktynów proporczyk pułkowy, uszyty przez plut. Jana Donocika. Proporczyk 12 Pułku Ułanów Podolskich, przez około pierwszą godzinę obwieszczał całemu Światu, że niezdobyta przez blisko pięć miesięcy niemiecka twierdza umocnień linii Gustawa, padła pod naporem furii polskich żołnierzy. O jej brzegi rozbiły się trzy fale kolejnych ataków, przeprowadzanych przez Amerykanów, Anglików, Francuzów i Marokańczyków, Nowozelandczyków, Hindusów, Ghurków i Maorysów.
Polskie oddziały 2 Korpusu Polskiego, dowodzonego przez gen. Władysława Andersa wzięły udział w czwartym ataku – operacji Honker, jako główna siła atakująca. Pierwsze polskie natarcie w dniach 11-12 maja 1944 r. zostało odparte ale dało wgląd w pozycje wroga i pozwoliło na przegrupowanie sił. Przed kolejnym atakiem oddziały polskie prowadziły też dniem i nocą akcję patrolową, aż do czasu kolejnego szturmu. Trzymało to Niemców w stałym napięciu w oczekiwaniu kolejnego natarcia i uniemożliwiało im przerzucenie części sił z rejonu Monte Cassino przeciwko brytyjskiemu XIII Korpusowi w dolinie rzeki Liri.

17 maja 1944 r. rozpoczęło się drugie polskie natarcie. Niemcy kontratakowali, prowadząc również ostrzał z ciężkich moździerzy. Zdobywano bunkier po bunkrze.

Polacy przechwycili meldunek niemiecki o wycofaniu się z klasztoru. Nakazano artylerii ostrzeliwać drogi odwrotu nieprzyjaciela. W nocy z 17 na 18 maja 1944 r. Niemcy opuścili klasztor, obawiając się okrążenia.

Patrol 12 pułku ułanów po wkroczeniu do klasztoru, oprócz wywieszenia proporca pułkowego, wziął do niewoli szesnastu rannych żołnierzy niemieckich i trzech sanitariuszy.

Sukces 2 Korpusu Polskiego polegał na umożliwieniu jednostkom brytyjskiego XIII Korpusu wejścia w dolinę rzeki Liri.

Władze komunistyczne w PRL starały się pomniejszyć wkład Polaków w zdobycie Monte Cassino. Mimo to pieśń Feliksa Konarskiego „Czerwone Maki na Monte Cassino”, był jednym z hymnów niepodległościowych, który egzystował przez dziesięciolecia istnienia PRL. Szczególnie w latach 1945–1956 – w pełni stalinowskiej dyktatury – był to utwór, którego w opinii większości społeczeństwa, należało wysłuchiwać z powagą i do którego nie wolno było tańczyć. W wielu restauracjach gdy orkiestra grała „Maki…”, ludzie wstawali. Osoby, które nie chciały wstać, były do tego zmuszane siłą; dochodziło do rękoczynów.

Ale nie tylko w PRL próbowano zohydzić jeden z największych bojowych czynów wojska polskiego. Po 1990 r., w niepodległej już Polsce, kwestionowano sens udziału polskiego żołnierza w bitwie i krytykowano gen. Andersa. Tym krytykom niezwykle celnie odpowiedział prof. Norman Davies – Brytyjczyk: „Zbyt często, w imię poszukiwania tak zwanej prawdy obiektywnej, historycy odzierają historię ludzkości z uczuć, emocji i moralnego wymiaru. Monte Cassino obdarte z męstwa, rozpaczy, patriotyzmu, bólu i uniesienia nie byłoby Monte Cassino”. Przykrym jest, że obcokrajowiec bardziej docenił wysiłek zbrojny żołnierza polskiego, niż właśni rodacy…